| IFK | IRB | INFORLEX | GAZETA PRAWNA | INFORORGANIZER | WIDEOAKADEMIA | PRACA W INFOR | SKLEP
reklama
Jesteś tutaj: STRONA GŁÓWNA > Księgowość > Aktualności > Księgowy to za mało, potrzebny jest prawnik i doradca podatkowy

Księgowy to za mało, potrzebny jest prawnik i doradca podatkowy

Podejmowanie przez przedsiębiorcę prawidłowych decyzji gospodarczych wymaga nie tylko udziału księgowego, ale to grono powinno być poszerzone o prawnika i doradcę podatkowego, bo nawet najlepiej skonstruowana umowa o charakterze cywilnoprawnym może wywoływać daleko idące skutki podatkowe – podkreśla prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic, przewodnicząca Krajowej Rady Doradców Podatkowych, w wywiadzie udzielonym dla portalu Infor.pl

Doradcy podatkowi zobowiązani są do stałego podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Proszę powiedzieć jak to się odbywa w praktyce?

W praktyce odbywa się to w ten sposób, że mamy w zasadach etyki określony sposób zdobywania punktów kwalifikacyjnych – w okresie dwóch lat trzeba zdobyć odpowiednią liczbę punktów. Można to uzyskać na różnych płaszczyznach i w różnych formach, np. uczestnicząc biernie w szkoleniach; wprowadzamy także szkolenia, które można samemu obejrzeć na naszej stronie internetowej, czyli e-learningowe. Można punkty zdobywać poprzez publikacje, czy to w czasopismach fachowych, czy też prezentować referaty na konferencjach. Można podwyższać kwalifikacje uczestnicząc w studiach doktoranckich i zdobywając za to punkty.

Niedawno powołana została Rada Naukowa przy Krajowej Radzie Doradców Podatkowych, w skład której wchodzą wybitni znawcy tematyki podatkowej. Czym się będzie zajmować? Czy będzie miała wpływ na stanowienie nowego prawa podatkowego, lepszą jego jakość?

Z jakością prawa bywa różnie i to jest problem ogólnopolski, między innymi dlatego, że głos środowiska naukowego nie zawsze jest brany pod uwagę. Więcej mają do powiedzenia tzw. lobbyści niż pracownicy naukowi. Ze swoich doświadczeń mogę powiedzieć, iż bywa tak, że zwracano się do mnie z prośbą o zaopiniowanie aktu prawnego, a potem, mimo tego, że moja opinia była negatywna, ten akt prawny został przyjęty, a ja czytam sobie z niedowierzaniem w jego uzasadnieniu, że zasięgano opinii środowiska naukowego. To jest często tylko taka tarcza ochronna, że oto zasięgaliśmy opinii, ale że była ona negatywna, to już nie zostało napisane. To takie deprecjonowanie pozycji, posługiwanie się jedynie nazwiskami specjalistów, by – wprowadzając w błąd – uzasadnić wprowadzane rozwiązania. Dlatego między innymi zdecydowaliśmy się powołać Radę, zresztą taka Rada w pierwszej kadencji była też utworzona przez ówczesnego przewodniczącego prof. Witolda Modzelewskiego. Starałam się taką Radę odtworzyć, czy też powołać na nowo i nikt z Koleżanek i Kolegów, do których zwróciłam się z prośbą, nie odmówił wejścia w jej skład.

Jako samorząd zawodowy mamy na bieżąco kontakt z Ministerstwem Finansów i otrzymujemy do zaopiniowania projekty nowelizacji istniejących oraz nowych aktów prawnych. Mamy też w Radzie komisję prawną, która zajmuje określone stanowisko. Myślę, że w trudnych sprawach Rada będzie wsparciem głosu samorządu zawodowego, bo pojedynczy profesorowie nie zawsze mają czas, nie zawsze na czas docierają do nich informacje o planowanych zmianach, natomiast jeśli takie informacje będą do nich wcześniej docierały i zajmują oni w tych sprawach stanowisko, to będą nas o tym informować. Wtedy możemy jeszcze ewentualnie podyskutować na ten temat. Rada to przede wszystkim takie silne moralne wsparcie samorządu zawodowego, poprzez prezentowanie przedstawicielom władzy, że to nie jest tak, że zwykły prosty doradca podatkowy ma jakiś inny pomysł, przeciwny do zaproponowanego, tylko że jest to już stanowisko przemyślane i wzmocnione dodatkowo głosem nauki.

Czego Pani się spodziewa po pracach Rady Naukowej? Bo rzeczywiście brakuje takich inicjatyw?

Rzeczywiście, brakuje takich inicjatyw. Muszę się pochwalić, że tworząc Radę wykorzystałam swoją pozycję w środowisku naukowym, swoje przyjaźnie z profesorami, którzy wyrazili chęć i gotowość udziału w pracach Rady. Wiele osób mówiło nawet, że mimo wielu innych obowiązków „zrobią to dla mnie”. Oczywiście zrobią to nie dla mnie jako Jadwigi Glumińskiej-Pawlic, tylko zrobią to właśnie dlatego, że spotykaliśmy się od lat na różnych seminariach, konferencjach i kongresach podnosząc różne problemy, ale nasz głos nie był słyszany, nasze indywidualne poglądy środowiska naukowego nie mogły się przebić. Teraz będzie to silny głos samorządu, korporacji zawodowej doradców podatkowych, wzmocniony jeszcze stanowiskiem prezentowanym przez Radę. Sądzę więc, że uda się nam mieć przynajmniej drobny wpływ na tworzenie prawa podatkowego, nie na zasadzie prób i błędów i nie na „chybił trafił”. Najbardziej niebezpieczne są bowiem ustawy typu: o zmianie ustawy o samorządzie gminnym oraz niektórych innych ustaw, bo wtedy okazuje się, że właściwie uchwalone zostały zmiany w wielu ustawach, które nie mają nawet związku z ustawą, o której mowa w tytule. Tak nie powinno być, czystość prawa podatkowego na tym cierpi. Ubolewamy, że w Konstytucji, w dwóch przepisach, w art. 84 i art. 217 znalazło się postanowienie, że podatek powinien być określony w ustawie, ale jedynie w Ordynacji podatkowej mamy stwierdzenie, że chodzi o ustawę podatkową. Gdyby w Konstytucji było takie samo stwierdzenie („w ustawie podatkowej”), to by nie było takich „wrzutek” do innych ustaw. Dzisiaj publikowanie nowych aktów prawnych jest bardzo szybkie i jeżeli każda ustawa jest publikowana w odrębnym Dzienniku Ustaw, mając tylko swoją pozycję, to nie powinno być takich zmian do aktów prawnych regulujących zupełnie inną materię.

Czyli pośpiech przy wprowadzaniu nowego prawa nie jest wskazany?

Przy łapaniu pcheł tak, ale nie przy tworzeniu prawa i to jeszcze podatkowego. Władza powinna jednak rozmawiać z obywatelami, bo ja nie przypominam sobie, żeby przy tych dużych, sztandarowych zmianach w zakresie przepisów prawa podatkowego minister finansów tłumaczył podatnikom, dlaczego są wprowadzane i na czym polegają zmiany. Nas się zaskakuje wieloma rozwiązaniami. Czasem wręcz igra się z podatników, obiecując im, że pewne rozwiązania muszą zostać wprowadzone, ale tylko przejściowo, na jeden rok, po czym mamy tak jak ze stawkami podatku VAT, never ending story, że ich obniżenie nastąpi być może w roku następnym, a może jeszcze w kolejnym…

Inną sprawą jest to, że niestety przepisy Unii Europejskiej nie do końca są z jednej strony dobrze tłumaczone na język polski, a z drugiej strony czasami nadużywane jest posługiwanie się argumentem, że „Unia Europejska tak wymaga”. Proszę zobaczyć, chociażby biorąc pod uwagę podatek od towarów i usług, w Dyrektywie Rady 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. jest postanowienie, że po 31 grudnia 2010 r. będzie w całej Unii Europejskiej jednolita stawka podatku od towarów i usług.  Mamy drugą połowę 2015 r. i nic w tym zakresie nie zrobiono. A skąd się biorą karuzele podatkowe? Przede wszystkim właśnie z tego, że są różnice w stawkach. I tak naprawdę mówi się, że te karuzele rozpoczęły się w 1998 r. prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii, Francja też ma w tym swój udział.

Czy rzeczywiście istnieje duża trudność, by wprowadzić jednolitą stawkę podatku VAT w Polsce, czy też na terenie całej Unii Europejskiej?

Gdyby wprowadzić jednolitą stawkę VAT tylko w Polsce, to jestem temu przeciwna. To musiałoby być globalnie przyjęte dla całej Unii Europejskiej. Konsensus, co do wprowadzenia jednolitej stawki, już był przy wprowadzaniu wyżej wspomnianej dyrektywy. Czy to jest realne? To powinno być realne, bo dzisiaj już nie mówi się o karuzeli podatkowej, ale o tzw. kołach olimpijskich, bo łańcuch podmiotów uczestniczących w tym procederze jest już taki, że tych podmiotów jest tak wiele i tak się zazębiają, żeby w momencie, kiedy organy kontroli zorientują się, że coś jest nie tak, na „placu boju” pozostały już tylko „słupy”.

Narzędzia księgowego

POLECANE

WYWIADY

reklama

Ostatnio na forum

Fundusze unijne

Jednolity Plik Kontolny

Eksperci portalu infor.pl

Waldemar Żuchowski

Doradca podatkowy

Zostań ekspertem portalu Infor.pl »