W myśl projektowanej ustawy, osoby, które obecnie nie mogą
skorzystać z ulgi podatkowej, mogłyby otrzymać specjalne
świadczenie, wypłacane przez gminę, a finansowane z budżetu państwa
poprzez dotację celową. Świadczenie wypłacano by raz w roku, we
wrześniu na wniosek osoby uprawnionej. Jak przekonują wnioskodawcy,
jest to podyktowane kwietniowym terminem rozliczeń podatkowych oraz
koniecznością pozostawienia czasu na konieczne procedury związane z
występowaniem o świadczenia.
Projekt zakłada, że świadczenie będzie przysługiwało w wysokości
stanowiącej różnicę pomiędzy maksymalną kwotą, jaką można
odliczyć od podatku z tytułu wychowywania dziecka, a kwotą
faktycznie odliczoną z tego tytułu przez podatnika. Jeżeli
świadczeniobiorca nie jest płatnikiem podatku dochodowego od
osób fizycznych otrzymywałby świadczenie w wysokości pełnej
kwoty odliczenia.
Autorzy projektu szacują, że proponowane przez nich przepisy
spowodowałyby dodatkowe wydatki z budżetu w wysokości ok. 4 mld zł.
Kwota ta, ich zdaniem, znajduje pokrycie w spodziewanych dochodach
budżetu państwa.
W rządowym stanowisku do projektu podniesiono natomiast, że choć w
założeniu ma on pozwolić na uzyskanie świadczenia przez osoby
najuboższe, to w rzeczywistości pomoc trafiłaby także do
osób dobrze sytuowanych.
"Świadczenie to otrzyma więc np. niepłacący podatku
dochodowego od osób fizycznych właściciel kilkuset
hektarowego gospodarstwa rolnego, a także rodziny, które
zdecydowały się dobrowolnie na niższy, 19-procentowy podatek
związany z prowadzoną działalnością gospodarczą" - napisano w
rządowym stanowisku.
Izabela Jaruga-Nowacka odpowiadała w imieniu wnioskodawców, że projekt być może nie jest idealny, ale powinno się nad nim popracować, bo przepaść między enklawami biedy i zamożności w Polsce coraz bardziej się powiększa, do czego znacząco przyczyniło się wprowadzenie ulgi na dzieci, z której nie mogą skorzystać najubożsi.






