FIDA i ekonomia zaufania. Kto będzie zarabiał na danych finansowych?

REKLAMA
REKLAMA
Rozporządzenie FIDA, tworzące ramy dostępu do danych finansowych, jest najczęściej przedstawiane jako kolejny etap rozwoju otwartej bankowości zapoczątkowanej przez PSD2. Takie skojarzenie jest zrozumiałe, ponieważ w obu przypadkach punktem wyjścia jest założenie, że klient powinien mieć możliwość wykorzystania danych zgromadzonych przez instytucję finansową także poza relacją z tą instytucją. Znaczenie FIDA polega jednak na czymś więcej niż na dodaniu kolejnych kategorii danych do istniejących rozwiązań technicznych. Nowe przepisy mają tworzyć rynek otwartych finansów obejmujący dane dotyczące kredytów, inwestycji, oszczędności, produktów emerytalnych czy ubezpieczeń – pisze Karolina Potrawka, radca prawny, associate w kancelarii KWKR.
- Od danych z rachunku do pełniejszego obrazu finansów klienta
- Czyje są dane finansowe i kto tworzy ich wartość
- Kto może zarabiać na otwartych finansach
- Jak wycenić dostęp do danych
- Podział wartości nie jest przesądzony
- W stronę ekonomii zaufania
Od danych z rachunku do pełniejszego obrazu finansów klienta
PSD2 przełamała tradycyjny model, w którym bank kontrolował nie tylko rachunek klienta, lecz także praktyczny dostęp do informacji o tym rachunku. Umożliwienie podmiotom trzecim dostępu do informacji o rachunku oraz inicjowania płatności na podstawie upoważnienia klienta stworzyło podstawę dla rozwoju nowych usług, ale równocześnie ujawniło ograniczenia tak rozumianej otwartej bankowości. Zakres danych pozostawał stosunkowo wąski, a ekonomiczny model utrzymywania infrastruktury dostępowej budził wątpliwości, zwłaszcza po stronie instytucji obowiązanych.
REKLAMA
REKLAMA
FIDA wpisuje się w ten sam kierunek regulacyjny, lecz dotyczy znacznie szerszego ekosystemu. Jej celem nie jest wyłącznie udostępnienie danych kolejnym kategoriom podmiotów, lecz przede wszystkim uporządkowanie zasad funkcjonowania rynku wymiany danych finansowych. W tym modelu znaczenie mają nie tylko uprawnienie klienta i techniczna możliwość pobrania informacji, lecz także standardy dostępu, mechanizmy zarządzania uczestnikami systemu czy sposób ustalania wynagrodzenia za udostępnienie danych.
Ostatni element sprawia, że FIDA należy rozpatrywać nie tylko jako regulację konkurencyjną lub konsumencką, lecz również jako regulację dotyczącą monetyzacji danych. Unijny prawodawca nie zakłada bowiem, że dane finansowe będą krążyły w gospodarce cyfrowej wyłącznie nieodpłatnie w imię rozwoju innowacyjności. Równocześnie nie tworzy jednak klasycznego rynku swobodnej sprzedaży informacji o klientach.
Projektowany model znajduje się pomiędzy tymi skrajnościami, tj. dostęp ma być możliwy, ustandaryzowany i oparty na decyzji klienta, ale jego zapewnienie może wiązać się z wynagrodzeniem dla posiadacza danych. Tak rozumiane licencjonowanie danych (data licensing) różni się od typowej licencji na bazę danych. Chodzi o regulowany dostęp do określonych kategorii informacji, udzielany w konkretnym celu, z zachowaniem wymogów bezpieczeństwa, ochrony danych osobowych oraz odpowiedzialności. Wynagrodzenie nie jest w takim modelu ceną za sprzedaż danych, lecz opłatą za zapewnienie możliwości ich zgodnego z prawem i bezpiecznego wykorzystania.
REKLAMA
Czyje są dane finansowe i kto tworzy ich wartość
W dyskusji o otwartych finansach często pada stwierdzenie, że dane należą do klienta. Dobrze oddaje ono intuicję, że klient nie powinien być pozbawiany kontroli nad informacjami dotyczącymi jego życia finansowego. Z perspektywy prawnej i gospodarczej nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów. Nie odpowiada zwłaszcza na pytanie, kto wytwarza infrastrukturę, dzięki której pojedyncze zdarzenia finansowe stają się danymi wiarygodnymi, porównywalnymi, a tym samym możliwymi do dalszego wykorzystania.
Bank, zakład ubezpieczeń, firma inwestycyjna czy instytucja emerytalna nie przechowują jedynie nieprzetworzonych zapisów dotyczących klienta. W ramach swojej działalności przypisują zdarzeniom znaczenie prawne i księgowe, aktualizują salda, identyfikują strony transakcji, stosują mechanizmy bezpieczeństwa, prowadzą dokumentację, zapewniają audytowalność procesów, korygują błędy i ponoszą odpowiedzialność wobec organów nadzoru oraz klientów. Bez tej warstwy organizacyjnej i technologicznej dane byłyby często rozproszonym śladem aktywności, a nie zasobem, na którym można oprzeć świadczenie usług.
FIDA próbuje uwzględnić obie perspektywy – klient ma uzyskać możliwość decydowania o wykorzystaniu danych, które go dotyczą, natomiast posiadacz danych nie ma zostać sprowadzony do roli nieodpłatnego dostawcy infrastruktury dla cudzych modeli biznesowych. To rozróżnienie ma podstawowe znaczenie dla oceny przyszłego rynku usług opartych na danych finansowych. Jeżeli dostęp będzie iluzoryczny (jako zbyt kosztowny albo nadmiernie skomplikowany), regulacja nie osiągnie celu prokonkurencyjnego. Jeżeli jednak dostęp będzie faktycznie darmowy i oderwany od kosztów zapewnienia jakości oraz bezpieczeństwa, może osłabić motywację instytucji finansowych do inwestowania w infrastrukturę.
Z tego punktu widzenia FIDA nie rozstrzyga sporu o ekonomiczną wartość danych, lecz przenosi go do bardziej uporządkowanych ram. Wartość nie powstaje wyłącznie dlatego, że dane istnieją, ale dlatego, że mogą zostać wykorzystane w określonym procesie decyzyjnym: do oceny ryzyka, dobrania produktu, porównania oferty, automatyzacji doradztwa albo zaproponowania klientowi korzystniejszych warunków. To, kto przejmie tę wartość, zależeć będzie od pozycji poszczególnych uczestników rynku, standardów technicznych oraz praktycznych zasad kalkulacji opłat.
Kto może zarabiać na otwartych finansach
Pierwszą grupą potencjalnych beneficjentów będą posiadacze danych, a więc instytucje finansowe, które już dziś utrzymują relację z klientem i dysponują informacjami o jego produktach, zobowiązaniach oraz historii transakcyjnej. Ich przychody nie będą jednak wynikały z możliwości dowolnego obrotu danymi, lecz raczej z opłat związanych z zapewnieniem regulowanego dostępu (utrzymaniem interfejsów, obsługą zapytań, zapewnieniem jakości danych, bezpieczeństwem, monitorowaniem incydentów oraz dostosowaniem procesów do wymogów prawnych).
Drugą grupą będą użytkownicy danych, czyli podmioty, które na podstawie informacji uzyskanych od różnych instytucji będą tworzyć usługi bardziej użyteczne niż te oparte na jednym źródle danych. Mogą to być porównywarki, aplikacje do zarządzania budżetem czy narzędzia scoringowe, czyli rozwiązania, których w praktyce nie da się zbudować wyłącznie na danych z jednego rachunku. W ich przypadku zasadnicza wartość nie będzie wynikała z samego dostępu do danych, lecz z umiejętności przekształcenia ich w użyteczne informacje, rekomendacje i usługi. Przykładem mogą być rozwiązania typu personal financial management, modele AI-based advisory czy narzędzia umożliwiające automatyczne porównywanie produktów finansowych z wielu instytucji jednocześnie.
Trzecią grupą będą dostawcy infrastruktury. W praktyce to oni mogą odegrać większą rolę niż wynikałoby z formalnego podziału na posiadaczy i użytkowników danych. Operatorzy API, dostawcy narzędzi do identyfikacji i uwierzytelniania, platformy zarządzania dostępem, podmioty wyspecjalizowane w cyberbezpieczeństwie, integratorzy systemów oraz dostawcy rozwiązań compliance będą niezbędni do tego, aby rynek otwartych finansów działał w sposób stabilny i skalowalny. Im bardziej złożone będą wymogi techniczne i regulacyjne, tym większą przewagę uzyskają podmioty zdolne do sprawnego zarządzania ich wdrożeniem. Podobnie jak w modelu open banking znaczenie mogą zyskać podmioty oferujące agregację danych, zarządzanie zgodami czy identity verification.
Nie można więc zakładać, że największym beneficjentem otwartych finansów będą automatycznie podmioty posiadające najwięcej danych. Doświadczenia innych rynków cyfrowych pokazują, że o sukcesie często decyduje nie sam dostęp do informacji, lecz zdolność do ich integracji, bezpiecznego wykorzystania i przedstawienia klientowi w użytecznej formie.
Jak wycenić dostęp do danych
Najbardziej spornym elementem przyszłego rynku będzie zapewne sposób ustalania wynagrodzenia za udostępnienie danych. Zbyt wysokie opłaty mogą ograniczyć konkurencję i sprawić, że z otwartych finansów skorzystają głównie najwięksi uczestnicy rynku, zdolni do ponoszenia kosztów integracji z wieloma źródłami danych. Zbyt niskie opłaty z kolei mogą prowadzić do niedoinwestowania infrastruktury albo do sytuacji, w której istotne koszty regulacyjne zostaną przerzucone na posiadaczy danych bez odpowiedniej rekompensaty ekonomicznej.
Problem nie polega więc na prostym wyborze między odpłatnością a nieodpłatnością, lecz na znalezieniu kryteriów pozwalających odróżnić uzasadnioną rekompensatę od opłaty utrudniającej dostęp. Szczególne znaczenie będzie miało to, czy zasady wynagradzania zostaną powiązane z rzeczywistym kosztem zapewnienia dostępu, czy też będą odzwierciedlały pozycję rynkową poszczególnych instytucji. Uwzględnianie kosztów infrastruktury technicznej, bezpieczeństwa, ciągłości działania, jakości danych, obsługi incydentów czy zgodności z wymaganiami nadzorczymi wydaje się uzasadnione. Jednocześnie opłaty te powinny być przejrzyste, niedyskryminacyjne i możliwe do zweryfikowania, ponieważ w przeciwnym razie mogłyby stać się narzędziem utrwalania przewagi największych posiadaczy danych. W przeciwieństwie do wielu innych rynków cyfrowych klient nie może w praktyce łatwo zmieniać dostawców usług finansowych wyłącznie po to, aby wpływać na warunki udostępniania danych.
Najbardziej prawdopodobny wydaje się model pośredni, w którym posiadacze danych będą mogli uzyskiwać wynagrodzenie za zapewnienie dostępu, ale jego wysokość i sposób kalkulacji będą musiały podlegać ograniczeniom wynikającym z funkcji regulacji. FIDA ma bowiem zwiększać konkurencję i wspierać rozwój nowych usług, a nie tworzyć dodatkową barierę wejścia. Równowaga między tymi wartościami będzie więc jednym z najważniejszych warunków powodzenia całego systemu.
Podział wartości nie jest przesądzony
Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, kto będzie zarabiał na danych finansowych w erze FIDA. Posiadacze danych będą mogli uzyskiwać wynagrodzenie za dostęp i jednocześnie rozwijać własne usługi oparte na szerszym obrazie klienta. Użytkownicy danych będą tworzyć wartość przez rekomendacje i wygodę, które trudno byłoby zaoferować bez dostępu do informacji pochodzących z wielu źródeł. Dostawcy infrastruktury będą zarabiać na integracji, bezpieczeństwie, standardach i obsłudze zgodności.
Klient również może odnieść korzyść, ale nie w sensie bezpośredniego wynagrodzenia za udostępnienie danych. Jego zyskiem powinna być niższa cena, lepiej dobrany produkt, trafniejsza rekomendacja, mniejsze ryzyko błędnej decyzji albo większa wygoda zarządzania finansami. Jeżeli jednak w praktyce klient otrzyma przede wszystkim bardziej precyzyjny marketing i większą liczbę ofert sprzedażowych, gospodarczy sens FIDA zostanie istotnie osłabiony. W konsekwencji najwięcej zyskają prawdopodobnie ci uczestnicy rynku, którzy połączą trzy aspekty: dostęp do danych, zdolność ich odpowiedzialnego wykorzystania oraz zaufanie klienta.
W stronę ekonomii zaufania
FIDA może stać się jednym z najważniejszych elementów budowy europejskiego rynku usług finansowych opartych na danych. Nie będzie to jednak rynek całkowicie swobodny. Dane finansowe są zbyt wrażliwe, aby pozostawały w swobodnym obrocie, i zbyt kosztowne w utrzymaniu, aby ich udostępnianie mogło zostać sprowadzone do bezpłatnego obowiązku technicznego. Najbardziej prawdopodobny jest więc model regulowanej monetyzacji, w którym zarabianie na dostępie do danych będzie dopuszczalne, ale tylko wtedy, gdy będzie szło w parze z bezpieczeństwem, przejrzystością i zaufaniem klienta.
Zaufanie stanie się w tym modelu nie dodatkiem do technologii, ale warunkiem jej komercyjnego wykorzystania. Podmiot, który będzie chciał zarabiać na danych finansowych, będzie musiał wykazać nie tylko sprawność techniczną i zgodność formalną, lecz także zdolność do odpowiedzialnego obchodzenia się z informacjami o szczególnie istotnym znaczeniu dla klienta.
FIDA może stworzyć nowy model gospodarki opartej na danych finansowych, którego trwałość będzie zależała przede wszystkim od zaufania. Istotą tego modelu nie będzie swobodna sprzedaż informacji o klientach, lecz tworzenie usług uzasadniających dostęp do danych konkretną wartością dla użytkownika. W sektorze finansowym sama technologia nie wystarczy. Przewagę uzyskają podmioty, które połączą zdolność bezpiecznego wykorzystywania danych z rzeczywistą wartością dla klienta i regulacyjną wiarygodnością. W tym sensie FIDA może zapoczątkować nową ekonomię zaufania.
Karolina Potrawka, radca prawny, associate w kancelarii KWKR
REKLAMA
© Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A.
REKLAMA


