Pewnie - jak to często bywa - zadaję naiwne, lub bezsensowne pytanie. Przecież we wzorcowym, podręcznikowym modelu władzy publicznej, której zależy na uzyskiwaniu niezbędnych dochodów podatkowych, nie ma miejsca na moralność rządzących. Ustalanie i pobieranie podatków ma być „skuteczne i nieuchronne, bo podatki trzeba płacić”, a jedynym ograniczeniem ich wysokości jest swoisty pragmatyzm wyrażający się w dwuznacznym porzekadle o owcy, którą się „strzyże a nie zarzyna”. Płaski, wręcz prymitywny obraz świata.
Na podstawie art. 12 ust. 1 pkt 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, przychodami, z zastrzeżeniem ust. 3 i 4 oraz art. 14, są w szczególności otrzymane pieniądze, wartości pieniężne, różnice kursowe. Sprzedaż udziałów co do zasady wiąże się z obowiązkiem rozpoznania przychodu w cenie określonej przez strony w umowie sprzedaży, która nie powinna odbiegać od wartości rynkowej zbywanego prawa pod rygorem szacunku przychodu przez organy podatkowe (por. art. 14 ust. 1 ustawy o CIT).
Hodowcy węży, ślimaków afrykańskich, jeży pigmejskich i innych zwierząt, których hodowla nie mieści się w definicji działów specjalnych produkcji rolnej - nie muszą płacić podatku dochodowego (PIT – osoby fizyczne, ani CIT – osoby prawne), bez względu na dochód jaki osiągają z tej hodowli. Jeżeli ci hodowcy nie mają użytków rolnych ominie ich także podatek rolny.